poczekaj sekundeczkę
MENU
podstrony

     

    Gdzie byli nasi dziadowie 100 lat temu? – artykuły do lokalnej gazety.
       | modyf: Joanna Siwińska 2018-12-12, 20:11 | 32 odsłon
    serwiszglossie

    ,,Historia mojej rodziny”

                     Stulecie niepodległości Polski  skłoniło mnie do poznania losów moich przodków i porozmawianie z najstarszymi osobami w rodzinie, aby utrwalić ich wiedzę, która dotyczy także mnie. Dzięki temu poznałam wiele ciekawych informacji. 

                      Tata mojego dziadka, Michał był kombatantem II wojny światowej, w której stracił prawą rękę. Po wojnie ożenił się. W raz z żoną zamieszkali we wsi Kępa Piotrawińska, w województwie lubelskim. W czasie zasiedlania Warmii i Mazur, przyjechali do Dąbrowy, gdzie mieli gospodarstwo rolne. Moja prababcia, Wiktoria była gospodynią domową i pracowała na gospodarstwie, wychowując siedmioro dzieci. Jednym z najstarszych dzieci prababci był mój dziadek, Janek.

                        Dziadek ukończył Szkołę Zawodową w Bartoszycach. Pracował w Państwowych Zakładach Zbożowych w Bartoszycach, do emerytury.

                         Tata mojej babci, Józef służył w wojsku, w Grodnie. Też brał udział w II wojnie światowej, broniąc ojczyzny. Jako piechota dotarli aż do Wisły. Po wojnie pradziadek z żoną Marysią zamieszkał we wsi Chorużowce, w województwie podlaskim. Tam mieli gospodarstwo rolne, na którym pracowali. Mój pradziadek, Józef umiał grać na skrzypcach, był także cieślą. Prababcia Maria umiała tkać na krosnach przepiękne nakrycia na łóżka, umiała prząść na kowadełku z wełny owczej oraz umiała haftować, robić skarpety i swetry na drutach.

                          Kiedy pradziadek Józef był na wojnie to prababcia Marysia musiała być na gospodarstwie. Mieli konia, który był niezbędny w gospodarstwie w tamtych latach. Prababcia z obawy, że zabiorą konia na wojnę, uciekała z koniem za wieś kiedy zbliżał się front. Po ucichnięciu strzałów wracała na gospodarstwo. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy.

                           Córka mojej prababci Marysi, Krysia, czyli moja babcia urodziła się w Chorużowcach. Ukończyła Szkołę Odzieżową w Augustowie. W 1966 roku przyjechała do Bartoszyc i podjęła pracę w Zakładzie Dziewiarskim ,,Morena''.

                            W ten sposób moi przodkowie zamieszkali w okolicach Bartoszyc. Babcia Krysia opowiedziała mi o wsi Jesionowo (gmina Lipsk, nad Biebrzą). Tam znajduje się pomnik na zbiorowej mogile, większości zabitych mieszkańców wsi Jesionowo i Podleśne. Zginęło 56 osób, w 1914-1918 rok. Na pomniku jest napis: ,,Zmarłym ku czci, Żywym ku przestrodze''.

    Taka jest historia mojej rodziny. Cieszę się, że ją poznałam.

    Agata Rybak

     

     

    Historia mojej rodziny jakiej nie znacie

     

    Jest rok 1910. Moi praprapra…dziadkowie, Jan i Weronika Wójcikowie postanowili wyjechać do Ameryki, gdyż w ich rodzinnym Zabielu panowała wielka bieda. Wraz z rodziną i dziećmi wsiedli na statek. Wycieńczeni  długą podróżą zdecydowali się na osiedlenie w Brazylii, rezygnując z dalszej drogi.

    Mężczyźni zaczęli ciężko pracować w lesie, zdobywając zawód cieśli, a kobiety i dzieci trudniły się zbieraniem ziół, grzybów i jagód oraz przygotowywaniem posiłków. Kilka lat tej morderczej pracy opłaciło się, udało im się zgromadzić wymarzony majątek. Jednak samo zdobycie złota nie dało im szczęścia, a tęsknota za Ojczyzną wytyczyła im kierunek postępowania.

    Kolejna wielka podróż praprapradziadków nie minęła jednak spokojnie. Podczas rejsu jedna z pra…cioć zaczęła rodzić, a to na statku nie jest takie łatwe. Dalsza podróż nie przyniosła rodzinie szczęścia, gdyż w Rosji stracili zarobione za oceanem złoto.

    Wrócili więc do Zabiela i musieli po raz trzeci wszystko zaczynać od nowa. Jednak uparty wujek Stanisław nie poddał się i, korzystając z doświadczenia nabytego za granicą, zaczął stawiać domy w okolicy. To przyczyniło się do poprawienia sytuacji rodziny, która dalej się powiększała. Jan i Weronika doczekali się dwudziestu wnuków.

     

    Nikola Siergiej

     

     

     

    ,,Gdzie byli moi dziadkowie sto lat temu”

     

    Moja babcia urodziła się w Grodnie, w 1933 roku, a dziadek w 1930 roku w okolicach Grodna. Rodzina mojej babci brała żywy udział w pomocy prześladowanym wówczas Żydom. Dawali im schronienie i dzielili się z nimi żywnością. Niestety, gdy front przechodził w Grodnie doszło do wielu zniszczeń, zarówno godzących w całą ludność, jak zniszczenie mostu na Niemnie, jak i prywatnych: dom rodzinny babci spłonął podczas niemieckiego bombardowania.

    Dodatkowych trudności dostarczał rodzinie fakt, że zarówno ojca babci, jak i jej brata zabrano do wojska. Mój pradziadek służył w armii, a brat babci był zmuszony służyć jeszcze aż pięć lat po zakończeniu wojny. Babcia musiała ciężko pracować, aby razem z resztą rodziny mieli jak się utrzymać w tej sytuacji.

    Mój dziadek również służył w wojsku, odbył służbę na froncie i z armią trafił aż do Czelabińska. Jednak w 1953 roku zaczął nowy rozdział w swoim życiu: wziął ślub z moją babcią. W sześć lat później , korzystając z prawa repatriacyjnego, przyjechali do Polski. Dziadek dostał posadę pilarza w nadleśnictwie Bartoszyce, a dzięki pracy miał prawo do mieszkania służbowego w Bąszach. Niestety, w 2006 roku dziadek zmarł, jednak na szczęście babcia jest z nami do dziś.

     

    Milena Siergiej

     


    Moja rodzina i jej losy

     

    Losy mojej rodziny są bardzo zagmatwane. Rodzice poznali się siedemnaście lat temu, mieszkali potem w Wajsnorach, Bartoszycach oraz Kromarkach.

    Moja mama wywodzi się z domu Kobuszewskich. Rodzice mojego dziadka, Marka Kobuszewskiego, mieszkali tu od zawsze. Babcia Czesia Kobuszewska , pochodzi z rodziny Mitrut, która osiedliła się tu w latach pięćdziesiątych. Był to spowodowane zatrudnieniem pradziadka w PGR w Wężykowie, który nie wyobrażał sobie rozstania z rodziną, mieszkającą do tej pory w Lubartowie na Lubelszczyźnie.

    Pradziadkowie Danuta i Czesław również pochodzą z okolic Lubartowa, ze wsi Jawidz. Na szczęście dla nas prababcia jeszcze żyje i jest dla nas, młodego pokolenia nie tylko źródłem wiedzy o historii rodziny, ale i dumy – pochodzi bowiem z rodu o szlachetnej tradycji militarnej. Dziadek prababci Danuty wstąpił do wojska podczas pierwszej wojny światowe, a wyniku działań wojennych znalazł się aż w Chinach. Wracał, wzorem Odyseusza, aż dziesięć lat. Jednak rodzina nigdy nie zwątpiła w jego szczęśliwy powrót.  Podczas II wojny Światowej prababcia Danuta, wraz ze swoją rodziną, pomagała partyzantom, którzy znaleźli się niedaleko Jawidz.

    Tradycje wojskowe nie ograniczają się tylko do tej strony mojej rodziny. Rodzice pradziadka Czesława służyli w Armii Krajowej na obszarze Zamojszczyzny, gdyż pochodzili ze wsi Wożuczyn. Jako rodzina zaangażowana patriotycznie przeżyli swoją dawkę strachu i zmartwień. Pewnego razu Niemcy szukali w gospodarstwie prapradziadków radiostacji, bo byli pewni że ją tam znajdą. Już, już chcieli rozstrzelać mamę i siostrę pradziadka Czesława, gdy w obejściu pojawili się, na całe szczęście, partyzanci i uratowali całą rodzinę. Niemcy co prawda mieli racje, bo tata pradziadka Czesława ukrył w studni radiostację. Na całe szczęście nigdy się o tym nie dowiedzieli. Jednak zbytnie zainteresowanie okupantów rodziną pradziadka Czesława zaskutkowały zesłaniem jego taty, a mojego prapradziadka, na roboty do Niemiec.

    Rodzina mojego Taty przybyła na te tereny w ramach Akcji Wisła. Przed wojną mieszkali w miejscowości Żarnica Wyżna, a rodzinna legenda głosi, że herb i ziemię dostali z nadania sam król Kazimierz. Nie jesteśmy jednak tego pewni. Niestety nie znam historii rodziny babci Basi.

     

    Grzegorz Olszanicki

     

     

     

    ,,Gdzie byli moi dziadkowie sto lat temu”

     

    Setna rocznica Odzyskania Niepodległości to świetna okazja, aby porozmawiać z dziadkami i ostatnie stulecie zobaczyć oczami bliskiej nam osoby. Pradziadkowie ze strony mojej mamy mieszkali w Krakowie. Dziadek mamy urodził się w 1903 roku, a babcia w 1906 roku. Niespokojnym duchem rodziny był brat mojego pradziadka, urodzony w 1914 roku. Podczas drugiej wojny światowej szubko został złapany przez Niemców, bo już 1 939 roku. Jednak udało mu się z obozu uciec. Po roku złapano go ponownie i, żeby uniemożliwić mu wydostanie się na wolność, wywieziono go do Oświęcimia. Jednak ten spryciarz znowu im uciekł. Po wojnie ciężko było znaleźć pracę, żeby utrzymać młodą rodzinę.  Dziadkowie, szukając źródła utrzymania, wyjechali z Małopolski i trafili na tereny Warmii i Mazur.

    Dziadek mojego taty, Jan Szafran  urodził się w 1901 roku, w obecnym województwie lubelskim. Jest moim bohaterem, gdyż brał udział w sławnej Bitwie pod Kockiem. Na szczęście udało mu się przeżyć zarówno bitwę, jak i wojnę, i tak jak wiele innych osób, przyjechał na Warmię i Mazury w poszukiwaniu pracy i domu.

     

    Leszek Ładosz

     

     

    Moje korzenie

     

    Mój dziadek Wacław urodził się w 1942 na terenach Wileńszczyzny. Tata dziadka został zesłany na Syberię, skąd po trzech latach uciekł. W tym momencie rodzina musiała podjąć bardzo ważną decyzję – mogli zostać w Wilnie, lub wyjechać na tereny odradzającej się po wojnie Polski, do której Wilno nie miało należeć.

    Decyzja została podjęta i w 1945 roku dziadek, z rodzicami i rodzeństwem przyjechali do Polski. Zamieszkali w okolicy Sępopola, w Romankowie, gdzie dziadek chodził cztery lata do szkoły. W latach pięćdziesiątych zostały zawiązane Spółdzielnie Produkcyjne, czyli kołchozy i dziadek musiał pomagać rodzicom wypełnić normy i zarabiać dniówki. W 1965 roku ożenił się z Moją babcią, Melanią. Postanowili usamodzielnić się  i w 1967 roku kupili gospodarstwo rolne w Nowych Witkach, które do dzisiaj stanowi rodzinne gniazdo.

    Dziadek bardzo nam pomaga, pomimo swojego podeszłego wieku. Bardzo kocham mojego dziadka i dziękuję mu za to, że opowiedział mi swoją historię. Zwłaszcza lubię ciekawostki dziadka. Moja ulubiona jest ta o cukierkach, z czasów szkolnych dziadka. Ludzie wmawiali wtedy dzieciom, że Pan Bóg nie istnieje. Kazali dzieciom prosić Boga o cukierki, ale żadnych cukierków dzieci nie dostawały. Za to gdy wołały: ,,Stalin daj cukierków” z sufitu, w którym były ukryte dziurki, spadały na dzieci cukierki.

     

    Zuzia Sinkiewicz